WOJNA KTÓREJ NIE BYŁO
Wiktor Suworow, rozdział 30 książki "Lodołamacz"

    Rosyjskie naczelne dowództwo zna swój fach lepiej niż naczelne dowództwo którejkolwiek innej armii (Generał Freiherr W. von Mellenthin).

    itler uważał, że radziecki atak na Niemcy jest nieunikniony, ale nie spodziewał się go w najbliższych tygodniach. Wojska niemieckie traciły energię na prowadzenie drugorzędnych operacji, w związku z czym termin realizacji planu "Barbarossa" był stale odkładany. 22 czerwca 1941 roku operacja wreszcie się rozpoczęła. Sam Hitler wyraźnie nie zdawał sobie sprawy, do jakiego stopnia mu się udało. Gdyby data ataku przesunięta została raz jeszcze, na przykład z 22 czerwca na 22 lipca, Hitler byłby zmuszony skończyć ze sobą nie w roku 1945, ale znacznie wcześniej.
    Istnieje bowiem wystarczająco wiele dowodów na to, że rozpoczęcie radzieckiej operacji "Burza" miało nastąpić 6 lipca 1941 roku. Pamiętniki radzieckich marszałków, generałów i admirałów, dokumenty znajdujące się w archiwach, matematyczna analiza danych na temat ruchu tysięcy radzieckich transportów - wyraźnie wskazują na to, że na 10 lipca wyznaczono termin koncentracji drugiego rzutu strategicznego w pobliżu zachodnich granic. Ale radziecka doktryna wojenna przewidywała przejście do decydującego ataku przed zakończeniem całkowitej koncentracji wojsk, pozwalało to bowiem rozładować część wojsk drugiego rzutu już na terytorium nieprzyjaciela i od razu rzucić je do walki.
    Żukow (podobnie jak Stalin) lubił wyprowadzać swe zaskakujące ataki w niedzielę o świcie. 6 lipca 1941 roku wypadała ostatnia niedziela przed pełną koncentracją radzieckich wojsk.
    Generał armii S. Iwanow - jak widzieliśmy - wyraźnie wskazuje na tę datę: "Wojska niemieckie zdołały wyprzedzić nas dosłownie o dwa tygodnie".
    Wyobraźmy sobie teraz, że datę rozpoczęcia operacji "Barbarossa" Hitler po raz kolejny przesunął o 3-4 tygodnie. Historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej.
    [...] 6 lipca 1941 roku o godzinie 3.30 czasu moskiewskiego dziesiątki tysięcy radzieckich dział rozrywają na strzępy poranną ciszę, oznajmiając światu, że Armia Czerwona rozpoczęła wielką kampanię wyzwoleńczą.
    Artyleria Armii Czerwonej pod względem ilości i jakości przewyższa artylerię wszystkich innych krajów świata. Na radzieckich granicach skoncentrowano gigantyczne zapasy amunicji. Tempo salw gwałtownie narasta. Piekielny huk niesie się po tysiąckilometrowym froncie od Morza Czarnego do Bałtyku. Początek przygotowania artyleryjskiego zsynchronizowano co do minuty z akcją tysięcy radzieckich samolotów, które zaatakowały terytorium nieprzyjaciela.
    Niemieccy piloci nie mają nawet czasu poderwać swych maszyn w powietrze. Na pasach startowych stoją, skrzydło w skrzydło, setki samolotów. Płomienie z jednego natychmiast przerzucają się na sąsiednie. Po chwili wszystkie stają w ogniu.
    Nad lotniskami unoszą się słupy czarnego dymu - doskonały punkt orientacyjny dla nadlatujących radzieckich samolotów. Zdołały wystartować tylko pojedyncze maszyny. Niemieccy piloci mieli kategoryczny zakaz otwierania ognia do radzieckich samolotów, ale niektórzy, mimo to, podejmują walkę, strącają nieprzyjacielskie myśliwce, a po wystrzeleniu zapasu amunicji decydują się na ostatni, samobójczy atak taranem. Straty radzieckiego lotnictwa są wprawdzie duże, ale zaskoczenie przyniosło wyniki.
    Przygotowanie artyleryjskie nabiera mocy. Przed wyjściem do natarcia żołnierze pierwszoliniowych batalionów i pułków dostają wódkę. W nadgranicznych lasach grzmi ogłuszające "Hurrra!" - żołnierzom odczytano właśnie rozkaz bojowy Naczelnego Wodza towarzysza Stalina: "Wybiła godzina zapłaty! Wywiad radziecki wykrył zdradzieckie knowania Hitlera. Nadszedł wreszcie czas wystawić mu rachunek za wszystkie przestępstwa i zbrodnie! Bohaterscy żołnierze! Świat patrzy na was i czeka na wyzwolenie!". Nie zważając na obowiązujące przepisy i zakazy żołnierzom podaje się informacje o ilości radzieckich wojsk, czołgów, artylerii, samolotów, okrętów podwodnych, które wezmą udział w tej wyzwoleńczej kampanii. W przygranicznych lasach raz jeszcze rozlega się gromkie "Hurrra!". Polnymi drogami i leśnymi przecinkami suną niekończące się kolumny czołgów i zasnuwając horyzont obłokami kurzu kierują się w stronę granic. "Dajcie im popalić, głuchole!" - szczerzą zęby umorusani czołgiści do ogłuszonych artylerzystów.
    Łoskot salw narasta i osiągnąwszy punkt krytyczny, nagle się urywa. Porażająca cisza aż dzwoni w uszach. I niemal natychmiast całą okolicę wypełniają setki czołgów i nieprzebrane tysiące żołnierzy. Zgrzyt gąsienic i wściekły, ochrypły ryk radzieckiej piechoty. Dym prochu i gryzące spaliny czołgowych diesli mieszają się z aromatem polnych kwiatów. A nad głowami, eskadra za eskadrą, płyną na zachód setki i tysiące radzieckich samolotów. Artyleria, po chwili milczenia, jakby niechętnie, znowu podejmuje swój potężny ryk, wspierając nacierające wojska. Powoli, acz nieubłaganie, częstotliwość salw narasta. Do akcji wchodzą wciąż nowe i nowe pułki artylerii.
    Wojska radzieckie nie wdając się w przewlekłe walki z rozproszonymi grupami nieprzyjaciela suną naprzód. Pograniczne mosty w Brześciu opanowali dywersanci pułkownika Starinowa. Nie mogą wyjść ze zdumienia - niemieckie mosty nie były nawet zaminowane. Jak można było do tego stopnia nie przygotować się do wojny?
    Niespodziewany atak działa na przeciwnika paraliżująco. Zaskoczenie zawsze pociąga za sobą cały łańcuch katastrof, a każda z nich powoduje następne: zniszczone na lotniskach samoloty nie mogą osłaniać własnych wojsk, a te (nie mając w rejonach przygranicznych ani okopów, ani żadnych umocnień) muszą się wycofywać. Odwrót, to porzucone przy granicach tysiące ton amunicji i paliw. Odwrót, to opuszczone lotniska. Odwrót bez amunicji i paliwa oznacza nieuniknioną zagładę całych oddziałów.
    Dowództwo traci kontrolę nad swymi wojskami. Nie wie, co się dzieje, w związku z czym nie może podjąć właściwych decyzji. Wojska albo w ogóle nie otrzymują rozkazów, albo takie, które nie odpowiadają zaistniałej sytuacji. Łączność zakłócają stale radzieccy dywersanci - przecinają linie telefoniczne albo włączają się do sieci przekazując fałszywe sygnały i rozkazy. Działania nieprzyjaciela prowadzone są bezładnie. Niemieccy dowódcy ślą do Berlina rozpaczliwe depesze: "Co robić?!!". Pytanie jest poważne. Wehrmacht nie sposobił się do obrony, tylko do natarcia. Ani na poligonach, ani w sztabach wojny obronnej nie ćwiczono, planów prowadzenia działań w obronie nie ma. Co robić? Atakować? Działać zgodnie z przedwojennym planem "Barbarossa"? Bez lotnictwa? Bez panowania w powietrzu?!
    3. Armia wykonuje niespodziewane uderzenie na Suwałki. Na jej spotkanie z republik nadbałtyckich wychodzi 8. Armia. Od pierwszych minut toczą się krwawe walki, w których wojska radzieckie ponoszą ogromne straty. Mają jednak przewagę: dysponują nowoczesnym, doskonałym czołgiem ciężkim KW. Niemieckie działa przeciwpancerne nie są w stanie przebić jego pancerza. W powietrzu dominuje radzieckie lotnictwo. Na tyłach niemieckiego zgrupowania wylądował V Korpus Powietrznodesantowy. Armie 8., 11. i 3. uwikłały się w długotrwałe, krwawe walki z potężnym niemieckim zgrupowaniem w Prusach Wschodnich, ale na zapleczu tej gigantycznej bitwy radziecka 10. Armia przerwała niezwykle słabą obronę nieprzyjaciela i nacierając w kierunku Bałtyku odcięła trzy niemieckie armie, dwie grupy pancerne i kwaterę Hitlera od pozostałych wojsk niemieckich.
    Z rejonu Lwowa najsilniejszy front radziecki przeprowadza potężne uderzenie na Kraków i pomocnicze - na Lublin. Lewe skrzydło tego zgrupowania osłaniają góry. Na prawym zaczyna się zacięta bitwa, w której Armia Czerwona traci tysiące czołgów, samolotów i dział, setki tysięcy żołnierzy. Ale w tym samym czasie dwie radzieckie armie górskie - 12. i 18. - przypuszczają udany atak wzdłuż górskich przełęczy odcinając Niemcy od źródeł ropy naftowej. W górach lądują radzieckie wojska powietrznodesantowe, które opanowawszy przełęcze uniemożliwiają przerzucenie odwodów niemieckich do Rumunii.
    Główne wydarzenia tej wojny nie rozgrywają się ani w Polsce, ani w Niemczech. W pierwszej godzinie wojny radziecki IV Korpus Lotnictwa Bombowego Dalekiego Zasięgu oraz lotnictwo 9. Armii i Floty Czarnomorskiej przeprowadziły atak na pola naftowe Ploeszti obróciwszy je w morze ognia. Naloty bombowców na Ploeszti kontynuowane są każdego dnia i każdej nocy. Łuna nad płonącymi rafineriami widoczna jest z odległości dziesiątków kilometrów, a w ciągu dnia kłęby czarnego dymu zasnuwają horyzont. W górach na północ od Ploeszti wylądował III Korpus Powietrznodesantowy.
    Działając w niewielkich, nieuchwytnych grupach spadochroniarze niszczą wszystko, co ma jakikolwiek związek z wydobyciem, transportem i przeróbką ropy. W Konstancy i na południe od niej desant z morza przeprowadza IX Specjalny Korpus Piechoty generała porucznika Batowa. Jego zadanie jest identyczne: wysadzać rurociągi, zbiorniki z ropą naftową, rafinerie.
    Do Rumunii wdarła się też najpotężniejsza z radzieckich armii - 9. A. Na prawym skrzydle 10. Armia poniosła ciężkie straty i nie zdołała dotrzeć do Bałtyku. Armie 3. i 8. zostały doszczętnie rozbite, a ich czołgi ciężkie KW-1 i -KW-2 zniszczone przez niemieckie zenitówki. Armie 5., 6. i 26. straciły setki tysięcy żołnierzy i zatrzymały się na przedpolach Krakowa i Lublina. Radzieckie dowództwo wprowadza teraz do walki drugi rzut strategiczny. Różnica polegała na tym, że wojska niemieckie miały tylko jeden rzut i niewielkie odwody, zaś Armia Czerwona dwa rzuty strategiczne, a za nimi jeszcze trzy armie NKWD. Prócz tego, w chwili rozpoczęcia wojny, w ZSRR przeprowadzono mobilizację, która dała radzieckiemu dowództwu całkowicie uzupełnić straty i stworzyć w okresie kilku najbliższych miesięcy ponad trzysta nowych dywizji.
    Pięć radzieckich korpusów powietrznodesantowych zostało kompletnie rozbitych, ale na terytorium radzieckim pozostały ich sztaby i pododdziały tyłów. Przyjmują one dziesiątki tysięcy rezerwistów na uzupełnienie strat. Dobiega też końca formowanie pięciu nowych korpusów powietrznodesantowych. Jednostki pancerne oraz lotnictwo poniosły w pierwszych walkach duże straty, ale radzieckiego przemysłu zbrojeniowego nieprzyjaciel nie zdołał zniszczyć ani zdobyć. Największe na świecie fabryki czołgów w Charkowie, Stalingradzie i Leningradzie ani na chwilę nie przerwały produkcji. Przeciwnie, poważnie ją zwiększyły. Ale nawet nie to jest najważniejsze.
    W armii niemieckiej są jeszcze czołgi, transportery opancerzone i ciągniki w oddziałach artylerii, ale paliwa do nich już nie ma. Potężnej Kriegsmarine nie ma na Bałtyku. Nawet jeśli ją tu ściągną, nie starczy jej ropy dla działań operacyjnych. Armia niemiecka ma tysiące rannych, których trzeba wywieźć na tyły. Ma samochody sanitarne, ale zbiorniki paliwa są puste. Armia niemiecka dysponuje ogromną liczbą ciężarówek, motocykli i innych pojazdów niezbędnych do przemieszczania wojsk, do ich zaopatrywania, do prowadzenia rozpoznania. Cóż z tego, skoro dla tych ciężarówek, motocykli i reszty pojazdów - nie ma paliwa...
    Paliwo było w Rumunii, której Hitler nie umiał skutecznie obronić. Stalin to wiedział. Wiedział też Żukow. Hitler zresztą także doskonale to rozumiał.
    W sierpniu 1941 roku drugi rzut strategiczny zakończył "Operację Wisła" zdobywając mosty i przyczółki nad Odrą. Stąd wzięła początek kolejna operacja prowadzona na ogromną głębokość.
    Wojska ciągną za Odrę nieprzerwanym potokiem: artyleria, czołgi, piechota. Na poboczach wszystkich dróg sterty czołgowych gąsienic pokrytych już lekkim nalotem rdzy - to dywizje i korpusy pancerne wyposażone w szybkie czołgi kołowo-gąsienicowe BT-7, wjeżdżając na niemieckie szosy zrzucały gąsienice przed błyskawicznym skokiem do przodu.
    Na spotkanie jadących oddziałów suną powoli kolumny jeńców. Za nimi tumany kurzu. Oto ciemiężyciele narodu: sklepikarze, burżuazyjni lekarze i burżuazyjni architekci, bauerzy, urzędnicy bankowi. Czekiści uwijają się w pocie czoła. Na każdym postoju - wstępne przesłuchanie jeńców. Później każdego z nich weźmie w obroty NKWD i określi stopień winy wobec ludu pracującego. Ale zanim to nastąpi, spośród milionów jeńców trzeba wyłowić tych szczególnie niebezpiecznych: byłych socjaldemokratów, pacyfistów, socjalistów i narodowych socjalistów, oficerów, policjantów i duchownych.
    Miliony jeńców trzeba później wyprawić na Daleki Wschód i na Daleką Północ, stwarzając im szansę, by uczciwą pracą odpokutowali swe winy wobec narodu. Ale koleje nie wożą teraz jeńców. Koleje pracują dla zwycięstwa. Przewożą tysiące transportów z amunicją, paliwem, zaopatrzeniem.
    Gdzie lokować jeńców? A choćby w Oświęcimiu, gdzie IV Korpus Zmechanizowany wyzwolił właśnie obóz koncentracyjny. Meldunek poszedł gdzie trzeba. Z prośbą o zgodę na wykorzystanie zgodnie z przeznaczeniem. Nie wolno. Kazali w Oświęcimiu urządzić muzeum. Trzeba będzie teraz, pod bokiem tamtego, nowe obozy koncentracyjne budować.
    A na zachód, jedna za drugą, ciągną wojskowe kolumny. Komisarze wyciągają z nich po kilku żołnierzy, zawożą do Oświęcimia i pokazują wszystko:
    - Sami popatrzcie - powiadają - i kolegom opowiedzcie!
    Samochodami wydziału politycznego żołnierze doganiają swoje bataliony, opowiadają co widzieli:
    - No i jak tam, koleś, w Oświęcimiu?
    - Nic ciekawego - wzrusza ramionami żołnierz w czarnej kurtce. - Całkiem jak u nas, tylko klimat lepszy.
    Batalion popija gorzką wódkę przed wyjściem do ataku. Dobre wieści: wolno brać trofea, rabować też wolno. A komisarz krzyczy. Aż ochrypł. Erenburga cytuje: "Wyplenimy pychę z butnej, germańskiej nacji!".
    Śmieją się żołnierze w czarnych kurtkach:
    - A jak niby tę pychę mamy wypleniać z całej nacji, gwałcić po kolei, czy jak?...
    Nie wyszło w czterdziestym pierwszym, a jednak po czterech latach Stalinowi udało się zdobyć stolicę III Rzeszy.
    Mało kto już pamięta, że hasło wyzwolenia Europy i całego świata zabrzmiało po raz pierwszy wcale nie w 1945 roku, tylko przy końcu roku 1938. Kończąc Wielką Czystkę w Związku Radzieckim Stalin napisał na nowo całą historię komunizmu i wytyczył nowe cele. Dokonał tego w książce pt. "Historia WKP(b). Krótki Kurs". Książka ta stała się biblią wszystkich radzieckich komunistów i komunistów na całym świecie. Jej ostatni rozdział mówi o tym, że Związek Radziecki znajduje się w kapitalistycznym okrążeniu. Stalin stawia przed komunistami wielkie zadanie: zastąpić okrążenie kapitalistyczne - socjalistycznym. Walka z kapitalistycznym okrążeniem miała trwać tak długo, aż ostatni kraj świata nie stanie się jedną z "republik" w ramach ZSRR.
    Najważniejszy temat szkolenia politycznego w Armii Czerwonej brzmiał odtąd: "ZSRR w kapitalistycznym okrążeniu". Propagandyści, komisarze, polityczni instruktorzy i dowódcy mieli obowiązek przekonać każdego żołnierza, że jedynym, prostym i logicznym rozwiązaniem tego problemu jest realizacja celu, który wyznaczył Stalin. I we wszystkich batalionach Armii Czerwonej rozbrzmiewała odtąd pieśń o wielkiej wyzwoleńczej wojnie, do której wezwie ich marszałek Stalin:
            Salwa za salwą, będziemy strzelali,
            Wolność dla świata zdobyć wreszcie czas,
            Gdy w bój nas śle towarzysz Józef Stalin,
            Pierwszy marszałek poprowadzi nas.
    Hitler był na tyle nieostrożny, że zaufał Stalinowi i odwrócił się od niego plecami. I wówczas, latem 1940 roku, jak dzwon zagrzmiało wezwanie do Wielkiej Wojny Wyzwoleńczej, która uczyni wszystkie kraje świata republikami Związku Radzieckiego. Oto jak radziecki generał lotnictwa opisuje tę zbliżającą się i wyczekiwaną wojnę: "Ileż szczęścia i radości będą wyrażały spojrzenia tych, którzy tu, w kremlowskim pałacu, przyjmą do rodziny narodów świata ostatnią z republik! Widzę już oczyma wyobraźni te bombowce, które obracają w perzynę fabryki, węzły kolejowe, mosty, magazyny i pozycje wojsk nieprzyjaciela; samoloty szturmowe zasypujące gradem pocisków kolumny wojsk i stanowiska artylerii; okręty desantowe wysadzające nasze dywizje na tyłach nieprzyjacielskich armii. Potężna i groźna flota powietrzna Kraju Rad wraz z piechotą, artylerzystami i czołgistami wypełnią swój święty obowiązek i pomogą uciskanym narodom uwolnić się od ciemiężycieli" (G. Bajdukow. "Prawda", 18 sierpnia 1940).
    Georgij Bajdukow to znakomity pilot i doskonały dowódca. Był w pierwszej dziesiątce odznaczonych tytułem Bohatera Związku Radzieckiego (Bajdukow został odznaczony w 1936 roku wraz z W. Czkałowem i W. Bielakowem za udział w rekordowym locie długodystansowym na trasie Moskwa - Wyspa Czkałowa (9.374 km bez lądowania w czasie ponad 56 godzin) - przyp. red.), dosłużył się stopnia generała pułkownika lotnictwa. Walczył wspaniale. Ale w roku 1940 wojna jawiła mu się w zupełnie innym świetle. W swym obszernym artykule na temat przyszłej wojny nie wspomniał słowem ani o wojnie obronnej, ani o samolotach myśliwskich, których zadaniem jest obrona ojczystego nieba. Pamiętał tylko o bombowcach, samolotach szturmowych i transportowych oraz szybowcach desantowych nieodzownych w wojnie "wyzwoleńczej".
    Podobnych publikacji w samej tylko "Prawdzie" wystarczyłoby na zapełnienie wielu tomów. Polska komunistka Wanda Wasilewska i amerykański komunista Teodor Dreiser z łamów "Prawdy" obwieszczali światu, że już wkrótce burżuazyjni ciemiężcy przestaną spijać robotniczą krew, że już niedługo proletariat Zachodu będzie mógł zrzucić kajdany.
    Radzieccy komuniści otwarcie proklamowali swój cel: wyzwolić cały świat, a Europę - w pierwszej kolejności. Ten cel był konsekwentnie urzeczywistniany. Póki Niemcy prowadziły wojnę na Zachodzie, do Związku Radzieckiego przyłączonych zostało pięć nowych "republik". Panowało powszechne przekonanie, że to dopiero początek, że już wkrótce liczba "republik" przyłączonych do ZSRR znacznie się zwiększy. I nie były to nadzieje bezpodstawne. Stworzono gigantyczną armię, która miała przeprowadzić zaskakujący atak na Rumunię i Niemcy. Napaść Hitlera opóźniła "wyzwolenie" tych krajów i najprawdopodobniej zapobiegła "wyzwoleniu" wielu innych.