JAK ROZPĘTANO TRZECIĄ WOJNĘ ŚWIATOWĄ

    rlandzki dziennikarz, zaliczany najlepszych dziennikarzy śledczych w Europie, Jamie Doran, który wiele lat pracował dla BBC, a obecnie jest dziennikarzem niezależnym, postawił poważne zarzuty armii amerykańskiej oraz agentom Cenrtalnej Agencji Wywiadowczej. Dotyczą one między innymi stosowania tortur wobec talibów oraz współudział (z żołnieżami Sojuszu Północnego) w wymordowaniu trzech tysięcy Talibów.
    Dziennikarz przygotował dwudziestominutowy film pod tytułem "Masakra w Mazar". Reportaż został pokazany w Parlamencie Europejskim i Bundestagu. Artykuły na temat amerykańskich zbrodni ukazały się w "Die Zeit", "Le Monde", "Profil" czy "Die Welt". Amerykańska (i polska) prasa milczy.
    We wspomnianym filmie Doran umieścił zeznania sześciu świadków, którzy ponadto twierdzą, że trzy tysiące jeńców wymordowano z rozkazu amerykańskich oficerów. Co ciekawe, świadkowie gotowi są stanąć przed sądem i powtórzyć swoje zeznania pod przysięgą. Jednym z nich jest dowódca Sojuszu Północnego, Amir Jahn z armii Uzbekistanu. Według jego relacji, przyjmował on kapitulację miasta Kunduz. Talibowie poddali się, gwarantując sobie bezpieczeństwo osobiste. Amir osobiście policzył jeńców: było ich 8 tysięcy. 470 osób, w tym ważnych dowódców oraz osoby będące w kręgu zainteresowania CIA, przewieziono do twierdzy Kalai Dżangi. Kilka dni później wybuchł tam bunt, którego przyczyną był sposób przesłuchiwania więźniów przez agentów CIA. Wdług relacji świadków więźniowie byli torturowani. Oblewano ich twarze kwasem, wyrywano paznokcie, obcinano palce i języki.
    Bunt został krwawo stłumiony. Jedynym jego uczestnikiem, którego los jest znany, to amerykański Talib John Walkwer. Pozostali, nawet ci, którzy się poddali, zostali nakprawdopodobniej zamordowani przez ameykańskich żołnierzy.
    7.5 tysiąca więźniów z Kunduzu miało być osadzonych w więzieniu Szeberdhan, ale dotarło tam jedynie 3015. Skąd ta różnica? Jamie Doran wyjaśnia to w swoim filmnie. Według kierowców ciężarówek, którzy przewozili jeńców, dowodzący akcją oficer amerykański rozkazał załadować do ciasnych kontenerów po 200 - 300 osób. Kontenery nie miały wentylacji, więc żołnierze Sojuszu Północnego, na rozkaz tego samero oficera amerykańskiego, zrobili 'otwory wentylacyjne'... strzałami z karabinów. Z dziur po kulach popłynęła krew.
    Kontenery zostału prewiezione na pustynię Daszt-il-Laili, gdzie rozstrzelano pozostałych przy życiu jeńców. Egzekucji dokonali żołnierze Sojuszu Północnego, podkomendni generała Dotsuna, Tadżyka o bardzo złej reputacji. Według świadków asystowali także żołnierze amerykańscy w liczbie około 40.
    Zarzuty potwierdziła ekshumacja zwłok przeprowadzona przez ONZ pół roku później. Według antropologów w odnalezionym zbiorowym grobie znajdują się szczątki uduszonych i rozstrzelanych ludzi. Szef grupy ekshumacyjnej, John Heffernan, poprosił o wyjaśnienia przedstawicieli armii amerykańskiej w Afganistanistanie i prezydenta tego kraju Hamida Karzaja. Nie otrzymał jakiejkolwiek odpowiedzi.
    Śledztwo w tej sprawie zapowiedziała także Unia Europejska. Na łamach prasy na zachodzie toczyła się swego czasu dyskusja na ten temat. Mówiono o wypowiedzi pani minister rządu kanclerza Shrödera, Herty Däulber-Gmeiln, która porównała działania Busha do działań Hitlera. Nie wspomniano skąd to porównanie wynikło, a chodziło właśnie o zbrodnie w Afganistanie. Prawicowi politycy atakujący Chiny za łamanie praw człowieka nagle nabrali wody w usta.
    Teraz hordy wojowniczych jankesów okupują Irak. Towarzyszą im polscy żołnierze. Czy oni też biorą udział w egzekucjach? Czy 'wolność i demokracja' jest wprowadzana kosztem tysięcy ofiar zakatowanych przez oprawców z CIA?