KILKA SŁÓW O LATAJĄCYCH TALERZACH

    emat latających spodków nie jest niczym nowym. Po raz pierwszy określenia tego użył w 1878 r. amerykański farmer J. Martin, widząc nad swoim gospodarstwem tego rodzaju obiekt. W roku 1947 amerykański pilot - amator, Kenneth Arnold, podał do wiadomości, iż napotkał w powietrzu, w pobliżu Waszyngtonu, dziewięć olbrzymich, rzażących się tarcz, podobnych kształtem do talerzy. Jego zdaniem poruszały się one z szybkością ok. 1,5 tys. km/h!
    Latające talerze widywane były już w czasach prehistorycznych. Wśród kilkudziesięciu tysięcy rysunków na ścianach jaskiń w Hiszpanii, Afryce, Ameryce Południowej i w Chinach można spotkać te przedstawiające latające obiekty o różnych kształtach. Wiek owych rysunków archeologowie oceniają na ok. 15 tys. lat.
    Pisarze i historycy Rzymscy wielokrotnie wspominają wielokrotnie o tajemniczych latających obiektach. Cyceron 9, Dio Kasjusz 14, Pliniusz 26, Tytus Liwiusz 30, a Juliusz Obsequens aż 63 razy.
    W historii średniowiecza liczni kronikarze wspominają o ognistych kulach lub wirujących kołach pojawiających się na niebie lub wiszących w powietrzu. Owe latające przedmioty bywają zadziwiająco podobne do dzisiejszych UFO.
    Im nowsze są opisy, tym bardziej są dokładne i precyzyjne. Dzięki licznym istniejącym na świecie związkom i organizacjom zajmującym się problematyką UFO uzyskano kilkanaście tysięcy zdjęć oraz dokładnych opisów i rysunków, nie licząc materiałów zdobytych przez lotnictwo.
    Obecnie rozróżnia się kilkanaście typów UFO, od małych bezzałogowych sond o średnicy metra, aż po wielkie statki kilkusetmetrowej długości o kształcie cygar. Wśród istot znajdujących się w owych obiektach wyodrębniono przy okazji lądowań około trzydziestu typów, od małych 'ludzików' w szczelnych kombinezonach, aż do wysokich, trzymetrowych postaci, oddychających swobodnie w naszej atmosferze.
      W ostatnich kilkudziesięciu latach wiadomości o latających talerzach pojawialy się w dziennikach całego świata, jednak nie dawano im zbyt wielkiej wiary. Tymczasem uczeni i amatorzy z całego świata, jak np. Erich von Däniken, zaczęli zbierać materiały dotyczące tajemniczych obiektów. Däniken w swoich pracach powołuje się na kilkaset tytułów, z których korzystał.
    Przy pomocy współczesnych przyrządów astronomicznyk obliczono, iż tylko w promieniu dwóch milionów lat świetlnych od Ziemi istnieje około stu milionów galaktyk takich jak nasza i około stu trylionów gwiazd podobnych do naszego Słońca. Z prostego rachunku prawdopodobieństwa wynika, że gdzieś tam może istnieć cywilizacja, której poziom rozwoju znacznie przekracza nasz...
    Szczegóły te powiązały ze sobą rządy wielu państw. Sprawą UFO zajęła się więc CIA. Zaczęto się obawiać inwazji na naszą planetę. Konfiskowano wszelkie materiały mogące potwierdzić istnienie latających spodków. Uszkodzone maszyny (któż nie słyszał o Roswell?) natychmiast umieszczano w ośrodkach badawczych (m.in. słynna "Strefa 51"), zaś żołnierze byli zobowiązani do zachowania ścisłej tajemnicy pod karą wysokiej grzyny i więzienia.

    celu osłabienia wiarygodności zjawisk, któych nie może wyjaśnić współczesna nauka, liczni uczeni stanowczo zaprzeczają istnieniu latających talerzy. Twierdzą m.in., że niemożliwe jest, aby owe tajemnicze pojazdy przybywały z odległych układów słonecznych. Lecz jakże wiele rzeczy, które wydawały się niegdyś niemożliwe, zostało do tej pory udowodnionych? Nie wspominając już o kulistości Ziemi, można przytoczyć kilka przykładów.
    W dziewiętnastym wieku pewien podróżnik oświadczył, iż widział w środkowej Afryce szczyty gór pokryte śniegiem, członkowie Brytyjskiego Towarzystwa Geograficznego po prostu go wyśmiali.
    Francuski fizyk Bernoulli udowodnił matematycznie, że wykorzystanie pary do celów praktycznych jest niemożliwe. Jego praca na ten temat została nagrodzona przez Francuską Akademię Nauk, a już kilka lat później pojawiły sie pierwsze lokomotywy i statki parowe.
    Francuski wynalazca gazu świetlnego został przez kolegów fizyków tak zaszczuty, że oszalały tłum zamordował go. Podobny los spotkał odkrywcę prawa o zachowaniu energii - zmarł w domu dla obłąkanych.

    eden z kongresmanów kalifornijskich powiedział do ufologa dr F. Strangesa: "Gdyby tak nagle wylądowali u nas przybysze z przestrzeni kosmicznej i pokazali nam, jak można żyć bez wojen i bez chorób, powstałby w USA z miejsca gospodarczy chaos. Słusznie więc zauważył amerykański profesor C. A. Maney, iż musimy sobie uprzytomnić, jakie olbrzymie kapitały są zainwestowane w przemyśle zbrojeniowym, samochodowym, farmaceutycznym. Już z tego względu kapitałowi nie zależy na żadnych zmianach ekonomicznych."
    Dlatego też najwyższe sfery wojskowe w USA traktują problem UFO jako zagadnienie najwyższej wagi. Wszystkie jednostki wojskowe w USA mają dokładne opisy latających obiektów i instrukcje, w jakiej formie pisać o nich raporty. W opisach UFO zawartych w drugim tomie "Nauki o wszechświecie" (USA) powiedziane jest wyraźnie, że chodzi tu o obiekty materialne, mające albo załogę albo zdalne sterowanie. Dalej czytamy tam: "do UFO nie możemy stosować znanych nam dziś praw fizyki (...) Brak bliższych kontaktów z załogami. Zazwyczaj udają się kontakty telepatyczne. Ich rezerwa może wynikać z różnicy poziomu intelektualnego między nami a obcymi przybyszami. Po prostu patrzą na nas jak na mrowisko."
    Mimo rozkazów m.in. lotnictwa USA, że UFO należy traktować jako problem supertajny (rozkaz z 5 II 1958), coraz więcej uczonych dochodzi do wniosku, że latające spodki istnieją rzeczywiście i nie są wymysłem wariatów, psychopatów i neurotyków, jak to przez lata CIA starało się wmówić społeczeństwu.
    Prof. dr Hermann Operth, którego nazywa się ojcem lotów międzyplanetarnych, oświadczył kiedyś: "Moim zdaniem UFO są pochodzenia pozaziemskiego. Ich kontorzy potrafili wytworzyć sztuczne pole grawitacyjnei w ogóle odkryli tajemnicę grawitacji, czego my jeszcze nie potrafimy. Myślę, że spodki mogą pochodzić nawet z innych galaktyk."
    Po zboczeniu z kursu rakiety Juno II w drodze na Księżyc Wernher von Braun oświadczył: "Istnieją pozaziemskie energie, których źródeł nie znamy. Są one znacznie potężniejsze, niż przypuszczamy. Więcej nie wpolno mi powiedzieć."
    Albert Einstein powiedział do jednego ze swoich przyjaciół na krótko przed śmiercią: "Latające spodki istnieją rzeczywiście."
    U. Thant otwarcie powiedział 5 VI 1967 wobec przedstawicieli Narodów Zjednoczonych: "Oprócz wojny w Wietnamie najważniejszy problem, jaki powinien nas interesować to latające talerze, czyli UFO"

    pomiędzy tysięcy raportów, opisów i sprawozdań przytoczmy kilka najciekawszych i najlepiej udokumentowanych.
    Jeden z najbardziej znamiennych wypadków związanych z UFO zdarzył się pilotowi T. Mantellowi. W styczniu 1948 dostrzeżono na niebie olbrzymi, jarzący się obiekt, przelatujący kolejno nad kilkoma stanami USA. Zdaniem policji miał on ok. 80 m. średnicy. Przelatyjącemu w pobliżu w samolocie bojowym lotnikowi polecono zbadać tajemniczy obiekt. Oto skrót rozmowy pilota z wieżą kontrolną:
    "—Widzę go. Mam wrażenie, że jest z metalu (...) Przyspiesza lot. Wzbijam się na 6 i pół tysiąca..."
    To był ostatni kontakt z pilotem. Po kilku godzinach znaleziono jego ciało w odległości 130 km. od lotniska. Samolotu nie odnaleziono.
    Znany autor Steinhäger opisuje iny przypadek, jaki wydarzył się w Polsce w 1944. Urządzenie naprowadzające niemieckiej jednostki przeciwlotniczej wykryło nieznany obiekt zbliżający się szybko na wysokości 15 km. Radzieckie samoloty wówczas jeszcze nie latały tak wysoko. Salwy dalekosiężnych zenitówek 8,8 cm. były bezskuteczne. Tajemniczy obiekt przyspieszył tylko lot. "dwa tysiące, trzy, pięć tysięcy km/h" - wołał obserwator. Kiedy UFO obniżyło lot włączono do akcji czterolufowe kulomioty 2,2 cm. Widać było wyraźnie, że pociski trafiały w tajemniczy obiekt, lecz bez skutku. Na wysokości 2 km UFO nagle zmieniło kierunek i znikło.
    Kolejny przypadek zdarzył sie niedaleko Dallas w USA w 1973 r. Patrolujący swój teren sierżant policji O'Connor połączył się ze swoim posterunkiem.
    "— Mam zatarasowaną jezdnię. Latający spodek osiadł przede mną na jezdnię. Ma chyba 15 m. średnicy i 4 wysokości... Błyszczy pulsującym, niebieskawym światłem... Silnik nie działa, chyba nawalił układ elektryczny...Teraz w latającym talerzy otworzyły się drzwi... Jakaś postać schodzi po schodkach... Wyjdę i popatrzę... Czuję dziwny ucisk w głowie... Ucisk już mija... Latający spodek unosi się... Już znikł w przestworzach... Dziwne..."
    Jeszcze dziwniej przyjęto ten meldunek na posterunku policji, bo po słowach "ucisk w głowie" nanastąpiła półgodzinna przerwa w życiorysie policjanta, o czym on sam nie wiedział.
    Oficer jednak dał znać, gdze należało. Psychiatra wprowadził policjanta w stan głębokiej hipnozy i oswobodził mu zablokowaną świadomość. Co się działo przez owe brakujące pół godziny?
    Policjant siedział w fotelu i miał zamknięte oczy. Na pytania odpowiadał swobodnie: obca istota, która wyszła z UFO patzyła na niego. On zaś, jakby pod naporemcudzych myśli, wysiadł z radiowozu i wszedł po drabinie do UFO. Było tam kilku obcych. Policjant bezwolnie i półprzytomnie robił to, co chcieli obcy. Poddano go dokładnym badaniom przy pomocy różnych przyrządów. Potem "coś" kazało mu wrócić do radiowozu. Pamiętał jeszcze, że któraś z postaci położyła mu rękę na czole.
    Kiedyś stawiano staremu, doświadczonemu lotnikowi zarzut, że owe latające spodki to może przywidzenia. Na to on odparł: "Prowadzę samolot wartości pięciu milionów dolarów. Nikt z nas, lotników nie może opierać się na przywidzieniach lub halucynacjach . Że byliśmy może zdenerwowani? Nie, piloci się nie denerwują. Skończyłem uniwersytet i nie jestem amatorem. Kiedy podczas wojny kształciłem sie na pilota, testowano nas. Rzucano np. na ekran obrazy statków i samolotó niemickich czy japońskich. Zaczynano od jednej dziesiątej sekundy. Później musieliśmy po jednej setnej sekundy szkicować to, co widzieliśmy. Na obserwację latających spodków mamy zazwyczaj znacznie więcej czasu."
    Podczas manewrów morskich w 1964 r. zlokalizowano na głębokości 90 m. w odległości 500 mil na południe od Florydy tajemniczą łódź podwodną, poruszającą się z szybkością ok. 200 węzłów, czyli 370 km/h. Fakt ten stwierdzony został przez eskadrę trzynastu niszczycieli.
    Opisy latających spodków wyłaniających się z morza są mniej liczne, lecz do siebie podobne. Nagle podrywa się z morza metalowa tarcza i ciągnąc za sobą gejze wody, znika w chmurach. Ciekawszy był wypadek na Morzu Arktycznym. Pisze o tym biolog, prof. Ruben J. Villela, biorący udział w naukowej wyprawie na Morze Północne. Dostrrzeżono wówczas spodek, który wyłamał taflę lodu grubości jedenastu metrów.

    iczne rapory i opisy mówią o spodkach w związku z wysyłanymi rakietami i pojazdami kosmicznymi. Już w r. 1948, kiedy z wyrzutni w White Sand w USA wystrzelono niemiecką rakietę V2 z szybkością 1800 km/h., tajemniczy pojazd towarzyszył jej do pewnej wysokości, po czym przyspieszył lot do 9 km/sek. i znikł w przestworzach. Manewr ten obserwowano na radarach, przez lunety i teleskopy.
    Wszyscy bez wyjątku kosmonauci lecący na Księżyc wspominają o napotykanych po drodze spodkach. Większość sfilmowano lub sfotografowano. Wykrętne wyjaśnienia dowództwa lotnistwa były wręcz śmieszne i nie trafiały nikomu do przekonania.
    Podczas lotu Apolla 8 w grudniu 1968 r., kiedy statek zmierzał w kierunku Księżyca z szybkością ok. 11 tys. km/h, nagle w pobliżu zauważono jarzącą się tarczę. W tej samej chwili przestały działać wszystkie elektroniczne urządzenia nawigacyjne. Równocześnie obiekt spowodował wewnątrz kabiny tak niesamowity hałas, że kosmonautów przez dłuższy czas bolały bębenki uszne. Następnie tajemniczy dysk błysnął potężnym strumieniem światła i zniknął.
    Podczas lotu Apolla 12 stale występowały niewytłumaczalne przeszkody. W kabinie było słychać ryk syreny pożarniczej, co słyszano także na Ziemi, niezrozumiałe rozmowy, chichoty itp.Kosmonauci nie mieli żadnych wątpliwości co do tego, że owe zakłócenia powodował celowo obcy pojazd kosmiczny, który leciał w pobliżu.
    Liczne spodki latające zaobserwowali i sfotografowali kosmonauci po wylądowaniu na Księżycu, który zdaje się być, podobnie jak Mars, jakby bazą dla pewnego typu spodków. W każdym razie w pyle księżycowym widziano wyraźnie odciski gąsienic, a na horyzoncie szereg kopuł.
    Po pierwszym lądowaniu na Księżycu zezwolono na opublikowanie części zdjęć. Na jednym z nich widać siedem dymiących pagórków. Owe zdjęcia można było swego czasu oglądać w Polsce, wystawione w konsulatach USA.
    W roku 1956 sonda Orbiter wykonała na księżycu zdjęcie kilku piramid, mających identyczne współrzędne, co piramidy w Gizeh.
    W miejscach, gdzie lądują latające spodki zawsze można zobaczyć spaloną trawę, wyrwy w ziemi lub symetryczne wgniecenia, odpowiadające jakby trzem nogom statywu. Obliczono, że nacisk w tych miejscach waha się w granicach 30 ton. Na przelatujące spodki szczególnie wrażliwe są zwierzęta, które, jeśli znajdują się w pobliżu, ogarnia paniczny strach.
    Często spotykany argument, jakoby latające talerze nic po sobie nie pozostawiały, jest nieprawdziwy. Znane są setki przypadków, kiedy znajdowano odłamki metali itp. Nieraz zdarza się, że przelatujący obiekt 'gubi' bryłki kleistej substancji o nieprzyjemnym zapachu. Po pewnym czasie substancja owa ulatnia się.
    W 1954 r. nad miasteczkiem Campinas w Brazylii zaobserwowano, że ze spodka trysnął strumień błyszczącego metalu. Okazało się, że była to czysta cyna.
    W 1967 r. w Hiszpanii znaleziono po odlocie spodka kilka metalowych rurek z czystego niklu. Wewnątrz była ulatniająca się galareta i po dwa paski poliwinylofluorydu, który wówczas nie znajdował się jeszcze w handlu.
    W roku 1954 amerykański pilot zaatakował mały spodek, odstrzeliwując od niego odłamek. Po dwóch godzinach odnaleziono ów fragment, który wciąż się żarzył. Dopiero po dwóch tygodniach ostygł i zmienił barwę. Analiza wykazała, że była to matryca z ortosylikatu magnezu, w której znajdowały się tysiące kulek o średnicy 15 mikronów. Masa tego odłamka reagowała na długość fal 4,5 MHz, czyli 66,7 m.

    r J. Harder z uniwersytetyu w Kalifornii oświadzczył: "Istnienie latających spodków jest bezsporne. Należy przypuszczać, że posługują się one energią mającą coś wspólnego z polem grawitacyjnym".
    Już wiele lat temu rząd USA dał do zbadania 46 projektów dotyczących wyjaśnienia grawitacji. 33 z nich miało opracować lotnictwo.
    W ostatnich kilkunastu latach dokonano w tej dziedzinie interesujących odkryć. Szczegóły trzymane są oczywiście w tajemnicy, ale wiadomo, że spodki są w stanie wytworzyć własne pole grawitacyjne. Na skutek jego przesuwania obiekt może poruszać się w zamierzonym kierunku. Ponieważ taka własna sztuczna grawitacja obejmuje całość spodka, a więc także jego załogę, wszelkie nagłe zwroty i ruchy, a także niesamowite przyspieszenia nikomu nie szkodzą.
    Zgłoszono w tej dziedzinie kilkadziesiąt patentów. W kilku krajach trwają prace nad wyjaśnieniem związku między grawitacją a polem elektromagnetycznym.
    Należałoby jeszcze wyjaśnić, dlaczego UFO lata bezdźwięcznie. Tylko z małej odległości daje się słyszeć niski pomruk, jakby dużego transformatora. Otóż normalny pojazd, np. samolot, wbija sie w powietrze jak gwóźdź w ścianę, co połączone jest z potężnym hukiem, jeśli chodzi o samoloty ponaddźwiękowe (pomijając oczywiście odgłos pracy silnika). Natomiast pojazdy UFO wytwarzają wokół siebie bardzo silne pole elektryczne, które rozprasza cząstki powietrza i spodek leci w próżni.
    Na zakończenie pewna ciekawostka. Kilkanaście lat temu odnaleziono w ruinach ztarożytnego miasta Ur w Babilonie olbrzymią bibliotekę składającą się z 20 tys. glinianych tabliczek zapisanych pismem klinowym. Na skutek pożaru wyższych kondygnacji pałacu tabliczki wypaliły się na cegły, dzięki czemu nie uległy zniczszeniu przez kilka tysięcy lat. Na jednej z nich odczytano taki oto napis: "Wydobywają czar z każdego kamienia. Rozpuszczają materię i rozkładają wszystko. Budują statki niebiańskie, aby opuścić starą Ziemię."