KLĘSKA POD WARNĄ

    lipcu 1440 roku szesnastoletni polski monarcha Władysław III (zwany później Warneńczykiem) został uroczyście koronowany na króla Węgier. Tym samym Królestwo Polskie objęło swoimi wpływami arcyrozległe terytorium - od Litwy po Bałkany. Niestety, nie był to tryumf mądrej polityki zagranicznej, lecz jedynie pokorna realizacja papieskiej koncepcji, głoszącej, iż "mur przeciwko Turkom będzie silniejszy, jeśli pogodzą się ze sobą Węgrzy, Polacy l książęta Austrii".
    Efektem osadzenia na węgierskim tronie obcego monarchy była wyniszczająca wojna domowa, zakończona zwycięstwem stronnictwa popierającego Władysława III. Sytuację wykorzystał ówczesny papież, Eugeniusz IV, ogłaszając w Nowy Rok 1443 tzw. bullę krucjatową, nawołującą do "świętej wojny przeciwko wrogom Chrystusa". Ze swojej strony papiestwo zobowiązało się do wystawienia floty oraz zagwarantowało współuczestnictwo w wyprawie Wenecji, Neapolu, Mediolanu, Burgundii oraz zakonu joannitów. Niestety, już wkrótce okazało się, że były to obietnice bez pokrycia. W rezultacie, zamiast spodziewanych 100 tysięcy, armia krzyżowców liczyła zaledwie 25 tysięcy.     Mimo tak skromnych sil wojska chrześcijańskie zdołały odnieść kilka znaczących sukcesów. Spowodowały one, że sułtan Murad II wystąpił z propozycjami pokojowymi. Warunki, na jakich miało dojść do zaprzestania dalszych działań wojennych były niezwykle korzystne dla strony polsko-węgierskiej: pokój miał obowiązywać przez 10 lat, Węgrzy odzyskiwali wszystkie utracone ziemie, a chrześcijańscy jeńcy - wolność. Ponadto Turcy zobowiązali się do wypłacenia 100 tysięcy dukatów odszkodowania oraz do systematycznego dostarczania 25 tysięcy żołnierzy na każdą węgierską wyprawę wojenną. W dalszej części układu strona polsko-węgierska gwarantowała, że przez czas trwania pokoju powstrzyma się od atakowania posiadłości tureckich, a Turcy - że nie przekroczą granicy Dunaju. Traktat na powyższych warunkach został 1.08.1444 roku uroczyście zaprzysiężony "na Przenajświętszy Sakrament" przez króla Władysława III.
    Za przyjęciem postanowień pokojowych - obok doraźnych korzyści - przemawiała przede wszystkim tragiczna sytuacja w Królestwie Polskim. Nawet tak oddany papiestwu człowiek jak biskup Zbigniew Oleśnicki apelował do króla: "Wiele tysięcy dziewic i prawie cala pleć męska wymordowana, a w części uprowadzona w niewolę (w wyniku najazdu tatarskiego - przyp. S.T.). (...) Panuje bezlad (...). Do Waszej Królewskiej Mości zwracam się z błagalną prośbą: racz się zlitować, obmyślić i stworzyć drogę naprawy szybką i skuteczną!".
    W podobnym tonie został zredagowany podczas zjazdu generalnego w Piotrkowie tzw. list stanów polskich: "Układ zawarty przez Waszą Królewską Mość z cesarzem tureckim na wspomnianych warunkach pochwalamy, za dostateczny uważamy i nie widzimy, co by doń jeszcze dodaćbyło można (...). Dlatego z niniejszego zjazdu zwracamy się z prośbą do Waszej Królewskiej Mości, aby najszybciej jak tylko może przybyć raczył do Królestwa Polskiego".
    Niestety, oba apele nie miały żadnego znaczenia, gdyż już 4 sierpnia (zaledwie trzy dni po uroczystym zaprzysiężeniu!) Władysław III jednostronnie wypowiedział zawarte porozumienie pokojowe. Ta tragiczna w skutkach decyzja podjęta została pod presją papieskiego legata, kardynała Juliana Cesariniego, który zdołał przekonać młodego monarchę, że przysięga złożona "niewiernemu" jest nieważna, a podstawowy obowiązek chrześcijańskiego władcy to ciągła walka z "wrogami Chrystusa". Ostatecznie polski monarcha wyżej niż własne słowo oraz bezpieczeństwo swojego królestwa i pozostałych państw środkowoeuropejskich postawił interesy Kościoła.
    Kolejna wyprawa wojenna rozpoczęła się w połowie września 1444 r. W skład sił chrześcijańskich wchodziły m.in. wojska siedmiogrodzkie, dowodzone przez Jana Hunyadyego, najemnicy wystawieni przez węgierskich magnatów, ochotnicy z zachodniej Europy, Czesi, Wołosi oraz nadworny poczet polsko-węgierski. Ponadto oddziały zbrojne wystawili niektórzy biskupi oraz kardynał Cesarini. Ogółem armia ta liczyła około 20 tysięcy; dowództwo nad całością objął król Władysław III.
    Po kilku krwawych potyczkach wojska krucjatowe dotarły 9 listopada pod Warnę. Naprzeciwko siebie stanęły niespełna siedemnastotysięczne siły chrześcijańskie i blisko sześćdziesięciotysięczna armia turecka. Mimo tak niefortunnych proporcji bitwa miała przebieg zaskakująco pomyślny dla krzyżowców - niemal wszystkie oddziały tureckie, poza grupą janczarów stanowiącą osobistą ochronę sułtana Murada II, zostały pokonane. Wówczas król Władysław podjął tragiczną w skutkach decyzję - bez porozumienia z resztą sił stanął na czele swojego nadwornego hufca i przypuścił atak. Niestety, koń królewski potknął się, władca upadł, a janczarzy ucięli mu głowę. Śmierć głównodowodzącego wywołała panikę w szeregach katolików. Przed totalną rzezią uchroniło krzyżowców doświadczenie wojenne Jana Hunyadyego, który zdołał przeprowadzićzorganizowany odwrót. W niewyjaśnionych okolicznościach śmierć poniósł również kardynał Cesarini. Prawdopodobnie został zabity przez ocalałych z pogromu rycerzy, którzy uznali, że jjest on bezpośrednio odpowiedzialny za zorganizowanie niefortunnej wyprawy.
    Podsumowując - zerwanie traktatu pokojowego i klęska poniesiona przez połączone siły katolickie w bitwie pod Warną pociągnęły za sobą liczne konsekwencje. Do roku 1446 Turcy zdołali sforsować Przesmyk Koryncki i przedostali się na Peloponez. Próba powstrzymania osmańskiej ekspansji przez Węgrów zakończyła się kolejną klęską, poniesioną na Kosowym Polu 17 X 1448 r. To z kolei pociągnęło za sobą zdobycie Konstantynopola (1453 r.) i upadek Cesarstwa Bizantyjskiego. W efekcie - zagrożenie ze strony tureckiej stanowiło jeden z najistotniejszych problemów, jakie stawały przed państwami środkowoeuropejskimi w ciągu kolejnych stuleci.
    Takie były skutki wprowadzania w życie przez króla polskiego przewrotnej katolickiej moralności pozwalającej na zdradę wobec "niewiernego", dbania raczej o interesy Kościoła niż swoich poddanych i zwyczajnej lekkomyślności.